„Egzorcyzmy Emily Rose”

„Pracujcie nad swoim zbawieniem swym, z lękiem i trwogą”

                                                                                                        Filip.II.12

Film obejrzałem. Historia poruszająca, a tym bardziej poruszająca, że w sumie nie zamknięta. Czy rzeczywiście mamy do czynienia ze świętą, która dobrowolnie przyjęła na siebie brzemię nieludzkiego cierpienia? Czy rzeczywiście więziła w sobie aż sześć demonów, w tym tego największego, żeby pokazać innym ludziom, że zło jest prawdziwie osobowe?

Przede wszystkim, wbrew konwencji, wbrew reklamie i wbrew prostym skojarzeniom, nie jest to horror. Owszem – egzorcyzm przeraża, ale nie jest to straszenie dla samego straszenia. Na pierwszym miejscu jest pewne założenie: zło osobowe istnieje niezależnie od tego czy w nie wierzymy, czy też nie.

Uważam wszelkie porównania do filmu „Egzorcysta” za chybione. W tym filmie przebieg egzorcyzmu nie dominuje nad katolickim przekazem. Oczywiście mógłbym przyczepić się do dwóch czy trzech fragmentów, ale powiedzmy, że nie o to chodzi. O ile w „Egzorcyście” kapłani tak naprawdę ponoszą klęskę (tak, tak – proszę sobie przypomnieć w jaki sposób został wypędzony diabeł z małej Reagan: diabeł objął w posiadanie księdza, a następnie go zabił/bądź ów ksiądz popełnił samobójstwo) to w „Egzorcyzmach…” wyraźnie wyodrębniono element wiary: uzyskiwania jej, jak i wiary rozumianej poprzez ofiarę. Diabeł wprawdzie strasznie męczy Emily, ale nie jest wszechpotężny i niezwyciężony jak w „Egzorcyście”.

Egzorcyzm Emily się nie udaje, ale nie dlatego, że diabeł wygrał… Z zupełnie innego powodu. Palmę męczeństwa każdy święty wybiera dobrowolnie. Zresztą zobaczycie sami. Tak czy owak – film ten jest niemalże antytezą filmu Friedkina, ponieważ w pewnym sensie jest apoteozą wiary. Zaś „Egzorcysta” był apoteozą diabelskiej omnipotencji.

Przebieg egzorcyzmów jest istotnie przerażający. Są oczywiście w pewnych elementach podobne do tych ukazanych w „Egorcyście”, ale co do zasady jednak się różnią. Przede wszystkim – mówię za siebie – nie potrafiłem uprzedmiotowić bohaterki tworząc z niej jedną osobę z diabłem – co miało miejsce w „Egzorcyście”. Brak jest fajerwerków w stylu kręcenia głową o 360 stopni czy „malowniczych” wymiotów. Jest jednak coś innego, bardziej przerażającego. Prawdziwe dźwięki z egzorcyzmu (zastanawiające, że są to odgłosy prawie identyczne z głosem wydobywającym się z płyt Marylin Manson czy Cradle of Filth). Po drugie opresje: nienaturalnie powyginane, sztywniejące ciało. I coś co skojarzyło mi się z tzw. objawieniami z Grabandal. – Słyszeliście zapewne o automatycznych, dziwnie zsynchronizowanych tańcach „mistyczek”. W tym filmie będzie można zauważyć, jak to wygląda. Przeraża nie widok, tylko ubezwłasnowolnienie. Nie bez przyczyny jedna płyta Metalliki ma tytuł „Master of Puppets”. Odzwierciedla on dokładnie to jak wygląda opanowanie diabła nad ciałem człowieka.

Jednak nie chodzi o epatowanie strasznymi obrazami. Przekaz filmu jest przekazem bohaterki dla ludzi, którzy z różnych względów ani wierzą ani nie wierzą, którzy są agnostykami. Zacytowany przeze mnie urywek listu św. Pawła do Filipian, jest wybrany przez samą bohaterkę filmu – Anneliese Michel, która w filmie została nazwana imieniem Emily. List w którym ów cytat się znalazł został napisany w ostatnim dniu jej życia. Annelise chciała nam przypomnieć o istnieniu piekła.

Reżyseria: Scott Derrickson, scenariusz: Paul Harris Boardman, Scott Derrickson, zdjęcia: Tom Stern, muzyka Christoper Young. Występują: Laura Linney, Tom Wilkinson, Campbell Scott.

Film powstał w oparciu o książkę  „Egzorcyzmy Anneliese Michel” i prawdziwą historię opętania.

1 myśl na temat “„Egzorcyzmy Emily Rose”

Możliwość komentowania jest wyłączona.