Wiedziałam o istnieniu Boga, ale dopiero teraz wiem, że jest żywy i obecny

Mam na imię Kasia, mam 28 lat. Chciałam opowiedzieć jak w swoim życiu spotkałam Boga i jak uwolnił mnie od przekleństwa. Pochodzę z katolickiej rodziny. Zawsze chodziliśmy do kościoła. Jednak w pewnym momencie zaczęłam się buntować; no bo chodzę do kościoła, modlę się, ale co mi to daje, niczego nie dostaje, w kółko to samo…Jednak nie rezygnowałam z uczestnictwa w mszy świętej. 

Męczyłam się tak kilka lat

Pewnego wieczoru przemówił do mnie grobowym pełnym nienawiści głosem. Pierwszy raz w życiu miałam nogi „z waty” i trzęsłam się ze strachu. Nie mogłam się modlić, każda próba modlitwy kończyła się niepowodzeniem.

Od ezoteryzmu do depresji, od depresji do nawrócenia

Któregoś dnia w trakcie zajęć , jeden z wykładowców, bioenergoterapeuta i znawca indyjskiej kultury, mówił byśmy przestali cierpieć i zrzucili swój krzyż z pleców, bo Chrystus już za nas umarł. Wtedy już od dawna nie miałam Pisma Świętego w ręku, więc umknęło mi  to, że przecież Jezus mówił, by wziąć swój krzyż i iść za Nim, a nie go zrzucać z pleców i korzystać z życia. Miałem już wtedy naprawdę namieszane w głowie. Mówili, żeby w domu pościągać krzyże ze ścian, bo będziemy mieli drogę krzyżową przez całe życie. Mogliśmy mieć co najwyżej obrazy świętych. Krzyż lepiej było schować do szuflady, co też uczyniłam.