Ufo: Bujanie w obłokach (Magellana)

Tekst ten stanowi próbę  wskazania Czytelnikom przeświadczonym o istnieniu UFO, licznych odmian kosmitów, czy prawdziwości fantazjowania  Ericha von Dänikena, zasadniczej różnicy między baśniowym obrazem kosmosu przedstawianym w produkcjach hollywoodzkich , bądź innych wytwórni filmowych lub przez autorów literatury popularnej, zwłaszcza z dziedziny fantastyki, a obecnym stanem wiedzy astronomicznej. Spróbuję uzasadnić, iż raczej błądzą ci Czytelnicy, którzy wyobrażają sobie, że „owi wspaniali kosmici na swych latających maszynach” fatygowali się na Ziemię przez ileś tam lat świetlnych(1), aby wyszlifować tu trochę ciosów skalnych, coś z nich poukładać i na koniec rylcem wyrysować na kamieniach swoje autografy. I od tego czasu, przy pomocy UFO, stale monitorują i kontrolują tych niesfornych Ziemian by, powiedzmy, grafficiarze tego nie zamalowali.

W nawiązaniu do opinii, które bezpośrednio wiążą rozmiar Kosmosu dostępny ludzkiemu poznaniu, szacowany według, uważanego od drugiej połowy XX wieku za standardowy,  modelu jego ewolucji ( model „Wielkiego Wybuchu” ) na niespełna 14 miliardów lat świetlnych, z powtarzalnością systemów i struktur planetarnych, gwiezdnych i galaktycznych, należy wskazać, iż ich ilość wcale nie musi przeradzać się w jakość w odniesieniu do powszechności warunków dogodnych dla życia biologicznego (takiego, jakie znamy). Ponadto ilość owych struktur jest tym, co w kosmosie formowało się, przekształcało i umierało przez  cały czas jego trwania. Poprzez analogię możemy wyobrazić sobie, że jesteśmy w stanie odczytywać widma wszystkich  stworzeń żyjących kiedykolwiek na Ziemi, aż do chwili obecnej.

Też byłaby ich  ogromna ilość, tyle że w przeważającej liczbie były by to widma bytów od dawna nie istniejących. Tego rodzaju aspekt musimy uwzględniać przy ocenach i interpretacjach danych z kosmosu, które gromadzimy za pomocą coraz bardziej wyrafinowanych przyrządów technicznych. Popatrzmy więc na niebo (to przez małe „n”), bo przecież dysponujemy coraz doskonalszymi przyrządami umożliwiającymi dostrzeżenie tam wielu ciekawych rzeczy. Czytelnikom, którzy na co dzień niezbyt interesują się astronomią, Wszechświat(2) wydaje się niezmiernie duży, a nawet dużo za duży. Jednak w porównaniu z czym może on być zbyt duży? Czy rzeczywiście taki pogląd jest uzasadniony? Czy nie prościej jest przyjąć, ze jego rozmiar jest właściwy do funkcji, jaką spełnia? Gdybyśmy przyjęli inny pogląd w odniesieniu do rozmiarów Wszechświata, wówczas nie moglibyśmy wytłumaczyć tej jego, narzucającej się,  „nadmiarowości” w zakresie rozmiarów i ilości materii. Wówczas takimi uzasadnieniami stają się np. spekulacje o nieskończonej liczbie wszechświatów, wśród których ten „nasz” jest tylko losowym przypadkiem. Lub podobne pomysły, wynikające z tzw.  syndromu „ucieczki do przodu”, propagowane przez niektórych,  liczących się naukowców, a jednocześnie  ideologów ewolucjonistycznego i mechanistycznego materializmu.

Strony: First |1 | 2 | 3 | ... | Next → | Last