Marianna Marchocka – Autobiografia Mistyczna

Podawał mi się ten sposób, żeby albo klasztor zapalić, a w tym rozruchu wyniść i na świecie się obaczyć. Bo mi się tak zdało, iż gdybym tylko była przed furtą stanęła, że mnie miała ta tęskność minąć i już w pokoju zostać w klasztorze. I ile razy szłam imo cele w nocy ze świecą (które były z płótna grzebnego i z rogóż, bochmy jeszcze klasztoru murowanego nie miały) obyjmowała mię wielka pokusa przytchnąć świeczkę do której celi, żeby się zajęło. Także chodząc imo dzwonek klasztorny, który pod dachem wisiał, obaczyłam powróz u niego rozpleciony i skonopiały. Idąc z świecą po jutrzni objęła mię ciężka pokusa zapalić on powróz, toby zaraz płomień na dach buchnął i zgorzałby, a niewielka szkoda, bo już był stary i pokwiękany, a ja bym była w tym rozruchu wyszła i pokusy pozbyła. […]

Ale i po chorobie tom więcy i cięży czuła opuszczenie od Boga z ciemnościami i zakryciem od duszy, jakich nigdym przed tym nie miewała z zamieszaniem zmysłów. I kiedy mię ta męka od Boga opuszczenia i oddalenia ogarnęła, tak czułam się, jakoby mi już Bóg zginął i nie było Go dla mnie, i ja od Niego oddalona. A nie jakim to pomyśleniem, albo rozumieniem było we mnie, ale rzetelnym uczuciem w duszy z taką męką jako piekła, żem wszytka niszczała z tego w siełach i w zmysłach, i nie wiedziałam, co za czas godziny, i pojmować rzeczy powierzchnych nie mogłam, ani przywiązać do nich, wszytko w ony męce będąc ponurzona, bez Boga, i od Niego oddalona, a że już podobno wiecznie, że kiedybym była mogła to pojąć i wiedzieć, że jest Bóg, albo że jeszcze kiedy będę Go mogła mieć, albo przyjść do Niego, folgą już moją było; ale jeno tak jako zgubiona na zawsze bez Niego.

Strony: First |1 | 2 | 3 | ... | Next → | Last