Szatan w życiu Marty Robin

W piątek o godz.. dołączamy do księdza Fineta czuwającego przy Marcie już od ponad dwu godzin. Jej ciało znalazł prawie poza łóżkiem, z głową o kilka centymetrów od podłogi. Z ust Marty wydobywa się nieprzerwana skarga i niepokój ściska nam duszę. Jej głowa na poduszce przekręca się z lewa na prawo. ch, idźże sobie! Cicho bądź! Czasami Marta dodaje: Uspokoisz się w końcu? I tak ci się nie uda! Pewnie wtedy szatan chwyta się ostatniej z możliwych pokus sugerując jej, iż cierpi na próżno”.

A oto świadectwo ojca Pagnoux: „Ojciec Finet otrzymał moc podnoszenia Marty, mógł ułożyć na poduszce jej głowę uderzającą właśnie o komodę, podnieść ją, kiedy bywała wyrzucana poza łóżko, albo kiedy jej włosy były przypalane przez demona”. Ojciec Pagnoux opowiada też o „atakach wewnętrznych, które miały ją zniechęcić, przekonać, że jej życie nie miało sensu, że niczego nie umiała, a jej ojciec duchowy był przeciw niej, gdyż wyśmiewał ją i krytykował za plecami”. Zgodnie z nauczaniem Kościoła demon nie ma żadnej mocy nad osobą ochrzczoną, może co najwyżej ją niepokoić (o ile nie popełni ciężkich grzechów mogących spowodować opętanie). U Marty na przykład posiać wątpliwość co do jej misji, czasem wszystko zniszczyć wokół niej, dlatego trzaska okiennicami, drze jej zeszyt. Ukazuje się pod postacią monstrualnych zwierząt albo ludzi. „Wszędzie rozrzuca skórki od bananów” – mówi zrezygnowana Marta. „Kiedy podnosił rękę na jej dziewicze ciało – zauważa Jean Guitton – przemieszczał je, uderzał nim o ścianę, rzucał na ziemię. Nigdy nie była jednak ranna ani nawet odkryta. Nieczysty respektował jej wstyd”. Jednakże szatan nasila próby wytrącenia Marty z równowagi psychicznej, „l listopada – pisze Jean Barbier – diabeł zwichnął jej kręgosłup. Ból był nie do wytrzymania”. Ojciec Finet idzie jeszcze dalej: „Demon złamał jej kręgosłup, tak więc cierpiała strasznie i nie mogła się poruszyć. Co nie przeszkodziło demonowi potrząsać nią na wszystkie strony. Co więcej, uderzał jej głową w koronie cierniowej o mebel za łóżkiem. Można zobaczyć jeszcze kilka śladów po cierniach”. Po czym, wracając wiele lat wstecz: „Kiedy demon to robił, wspólnie z biskupem Picem próbowaliśmy przytrzymać ją. Czasami jednak wymykała mi się z rąk i mimo wszystko uderzała o mebel. Trudno było mi ją utrzymać. Biskup C. Pic niewiele mógł, wyrwało mu ją z rąk i cisnęło na komodę. Czasami demon próbował ją udusić. Mój szwagier, dr Ricard, zaobserwował kiedyś, jak jej szyja naciskana była ręką, której nie widział. Książę kłamstwa mawiał do Marty: Myślisz, że twój ojciec duchowy cię lubi? Kiedy nie ma cię przy nim, śmieje się z ciebie! Marta tak się przejęła, że musiałem ją uspokajać.

Kiedy demon dokuczał, Marcie ukazywała się Najświętsza Panna. Ona to oczywiście nie pozwalała jej udusić”. Trudno skończyć cytowanie ojca Fineta: „Jako jej ojciec duchowy byłem często jej powiernikiem i widziałem niejedno, na przykład, jak bardzo demon zawziął się na nią i jak Święta Panna ją chroniła”. „Coraz bardziej stawał się zawzięty, czasami rzucał się na otaczające przedmioty, czasem na jej ciało, ale przede wszystkim starał się dotknąć najczulszych strun jej osobowości. Przyjdzie taki czas, że więcej będzie można powiedzieć na temat jego działania w życiu Marty. Widać tu wiele analogii z doświadczeniami, jakie spadały na Proboszcza z Ars. W ten sposób szatan próbował ją niepokoić, przekonując zwłaszcza o bezcelowości cierpienia za zbawienie dusz, a nawet o konieczności opuszczenia gospodarstwa rodziców, aby nie przeszkadzać Bogu w działaniu”.

Ojciec Finet kładzie nacisk na fizyczne przejawy działania złego ducha, na to, co parapsychologia nazywa Poltergeist („duchy dokuczające” lub zjawisko ekstenoryzacji). „Można było na przykład zauważyć, że o ile do r. Marta modliła się na głos, o tyle później robiła to po cichu. Co się działo? Kiedy rano przychodziłem do jej pokoju (zamykanego na klucz), wszystko było pozrzucane na podłogę, książki, przedmioty. Marta opowiadała, że demon zwracał się wprost przeciwko niej. Zabierał poduszkę, szal i bieliznę, uderzał jej głową o szafkę. Jednak choć miała z nim wiele problemów, to wiele czasu spędzała także z Najświętszą Panną. Nagle przestała się skarżyć. jcze. Mama tutaj jest. Marta widziała postać, ja nie widziałem niczego. Przez następne dwie godziny modliliśmy się wspólnie do Najświętszej Panny. Zawsze tak było w każdą sobotę i niedzielę i to przez czterdzieści pięć lat”. Zastanawiające, że ataki demona miały najczęściej miejsce, kiedy Marta cierpiała Mękę. Francoise Degaud, jedna z asystentek Marty, w ciągu ostatnich dziesięciu lat jej życia, opowiadała mi, że oburzało ją bardzo, iż Martę zostawiano samą w tych strasznych chwilach: „Cierpiała bez przerwy. Mawiała: Nie ma ani jednego milimetra mojej istoty, który nie byłby cierpieniem. Tylko ojciec Finet był w tych momentach przy niej. W czasie jego nieobecności nie było nikogo. Odchodził i zabierał klucz. Sama Marta o to prosiła. Nawet ojciec Finet nie mógł nic zrobić, żeby jej ulżyć. Zostawała sama jak Chrystus: samotność i bezbronność wobec cierpienia. Kiedyś ośmieliłam się zapytać ojca Ravanela: Czemu zostawia się ją samą, kiedy jest nękana przez demona? Odpowiedział: Zdaniem ojca Fineta nikt nie może wytrzymać jego obecności. Nie mamy dosyć siły. Oto dlaczego. To tajemnica jej życia”.

Yvelina Lecerf, jedna z częstych uczestniczek rekolekcji w latach siedemdziesiątych, powiedziała mi: „Nie można było interweniować w jej boskie sam na sam z Jezusem ukrzyżowanym”. Jakkolwiek wielkie byłoby zakłopotanie umysłów „racjonalnych” wobec tej kwestii, nie można pominąć w życiu Marty obecności demona. Zbyt często mówiła o tym, podobnie jak i świadkowie jej życia, dotyczyło to nawet spraw mało istotnych: Odwiedza ją pewien jezuita z Tuluzy. Nagle słyszy, że leci woda w umywalce znajdującej się w sypialni.

– Ciekawe, kran, który się sam odkręca!
– Mam z „nim” trochę kłopotu. Postanowił dla zabawy odkręcić kran, bo wiedział, że wyschły mi wargi. Czy ksiądz mógłby zakręcić tę wodę?

Oczywiście Jean Guitton próbował dowiedzieć się czegoś więcej. Marta nie robiła uników.

– Znam go. Jest bardzo inteligentny! A jaki piękny! Gdyby pan wiedział! Bóg zostawił mu urodę, wielkość. Jest przebiegły. Ucieka się do niesamowitych sztuczek. Kiedy szuka go pan w jakimś miejscu, pojawia się w innym! Ale wie z całą pewnością, że zostanie pobity. Tak naprawdę ma mało interesującą pracę.
– A więc Marto, pani ma z nim jakieś kontakty?
– No, może nie dokładnie kontakty! Ograniczam się do znoszenia jego ataków. Czasami zdarza mi się widzieć jego twarz. Mówiłam już, że jest piękny, to prawda. Ale nie można powiedzieć, że jego twarz jest jasna. Raczej jest oślepiająca. Zawsze jest wściekły. Ale kiedy ukazuje się Najświętsza Panna, nic nie może jej zrobić. Maryja jest tak piękna nie tylko twarz, ale jej całe ciało. On zaś może naśladować wszystko. Udaje nawet Mękę Chrystusa. Ale nie może udawać Dziewicy. Nie ma nad nią władzy. Kiedy zjawia się Maryja, żeby pan widział tę ucieczkę w popłochu!