Egzorcyzmy nad strażnikiem – zabójcą

Na księdzu prałacie Marianie Piątkowskim z Poznania, koordynatorze polskich egzorcystów, informacja o duchownym, który jest gotów odprawić egzorcyzmy nad strażnikiem-zabójcą z Sieradza, robi wielkie wrażenie. Nic dziwnego – to wydarzenie bez precedensu. Choć zmaganiu z demonami poświęcił swe długie kapłańskie życie, jeszcze nie słyszał, aby jakiś ksiądz chciał za więziennymi murami rozkazywać szatanowi.

– To piękny i odważny gest miłości bliźniego – powtarza z podziwem.

Ks. Marian Piątkowski, którego do koordynowania środowiskiem egzorcystów wyznaczył episkopat, też nie próżnuje. Codziennie od godziny 21 do 22 czeka na telefony od osób, które nie chcą poddać się szatanowi, a odczuwają jego wpływ. Miesięcznie zgłasza się do niego ponad 20 osób, z którymi umawia się w ciągu dnia. Duchowny wskaźnik opętań wylicza na 1-1,5 proc. Jego zdaniem, w krajach Europy Zachodniej wykrywa się nawet 3 procent drastycznych przypadków wejścia demonów w człowieka i sterowania jego zachowaniem.

– Ludzie są skołatani problemami rodzinnymi i wychowawczymi. Potrzebują ukojenia, modlitewnego wsparcia, takiej religijnej psychoterapii – tłumaczy ks. Marian Piątkowski. – Inni słyszą głosy, dziwne hałasy, kroki, chociaż nie są psychicznie chorzy. Są dręczeni i niewoleni przez szatana.

To właśnie dziwne głosy, hałasy w głowie, jasność i nagły impuls miały rzekomo nakłonić Damiana Ciołka, 29-letniego wartownika w więzieniu w Sieradzu, do tego, aby z więziennej wieżyczki otworzyć ogień do radiowozu. Rok temu, z zimną krwią, jak mówią śledczy, prowadzący sprawę Damiana Ciołka, zabił trzech siedzących w samochodzie policjantów, którzy eskortowali aresztanta.

 

To tylko linia obrony

Egzorcysta, który w rozmowie z „Dziennikiem Łódzkim” wyraził chęć spotkania z zabójcą, chce zachować anonimowość. Spokojnie tłumaczy, że szczególna, bardzo delikatna misja, jaką realizuje, zakazuje mu przedstawienia danych w zestawieniu z imieniem i nazwiska osoby, której chce pomóc.

– Nigdy w życiu nie zaufałaby mi, egzorcyzmy są czynnością wymagającą wielkiej dyskrecji. To nie medialny show. Potrzebna jest cisza. Dla egzorcysty podstawową przesłanką, przemawiającą za opętaniem strażnika-zabójcy przez diabła jest fakt, że biegli psychiatrzy w trakcie ośmiotygodniowych badań wykluczyli u Damiana Ciołka chorobę psychiczną. W momencie, kiedy strzelał, nie był pod wpływem alkoholu, sterydów ani narkotyków. Psychiatrzy wykryli u niego jedynie zaburzenia w akomodacji stresu, na tle problemów rodzinnych. Równie istotne dla egzorcysty jest to, że strażnik podczas przesłuchań ślini się, bełkocze, twierdzi, że strzelał, bo słyszał głosy, przez dwie godziny potrafi liczyć miesiące. Wreszcie dwukrotnie próbował popełnić samobójstwo: wieszał się, łykał szkło. Na rozprawie sądowej matka Damiana Ciołka wyznaje, że zauważyła u syna dziwne zmiany mniej więcej rok przed dokonaniem mordu.

„Wygadywał różne rzeczy, powiedział, że jestem czarownicą” – mówiła przed sądem. Zamykał się w pokoju, był małomówny, modlił się coraz częściej, głośno płacząc. Słyszał też kroki, wybuchał śmiechem w czasie oglądania poważnych filmów. Podczas przesłuchań Ciołek opowiadał, że słyszał „głosy” przed rozpoczęciem strzelania, że jakaś „siła, moc kazała mu to zrobić”, że „weszła w niego jasność”. Oskarżająca Damiana Ciołka sieradzka prokurator Krystyna Patora podchodzi do rzekomego opętania sceptycznie. Według niej, tłumaczenie strażnika to po prostu linia obrony, a działanie egzorcysty nie może mieć wpływu na złagodzenie kary czy uniewinnienie. Sędzia Sławomir Różycki z Ministerstwa Sprawiedliwości zauważa, że kodeks karny to konkretna wiedza, a szatan to kwestia rozważań teologicznych i wiary. I raczej trudno skierować akt oskarżenia przeciwko szatanowi. Dr Paweł Moczydłowski, socjolog i były szef Centralnego Zarządu Zakładów Karnych, nie ma nic przeciwko wizycie egzorcysty u oskarżonego.

– Jeśli przychodzi do celi kapelan, to dlaczego nie wpuścić egzorcysty? – pyta retorycznie.

Egzorcysta będzie mógł spotkać się z Damianem Ciołkiem, jeśli on sam zgodzi się na widzenie. Sąd Okręgowy w Sieradzu nie widzi przeciwwskazań. Jak podpowiada sędzia Jacek Klęk, egzorcysta najpierw może napisać osobisty list do strażnika-zabójcy, a potem, w zależności od reakcji, skierować do sądu oficjalny wniosek o widzenie. Ewentualne egzorcyzmy nie będą się jednak mogły odbyć w takich w warunkach, jakich oczekiwał ksiądz. Ponieważ Damian Ciołek jest więźniem szczególnie niebezpiecznym, spotkanie na pewno będą obserwować funkcjonariusze więzienni.

 

Upokórz się i drżyj!

Używany do dziś egzorcyzm, który może zostać zastosowany przez księdza wobec Damiana Ciołka, został ułożony jeszcze przez papieża Leona XIII, zmarłego ponad sto lat temu. Egzorcysta wypowiada formułę: „Upokórz się pod potężną ręką Boga, drżyj i uciekaj, ponieważ my wzywamy święte i straszne imię Jezus”. Mianowani przez biskupów ordynariuszy egzorcyści są swego rodzaju „stacjami przekaźnikowymi” mocy Chrystusa, który także wypędzał demony. Stanowią moralną elitę duchowieństwa. Zezwolenia na duchową pomoc osobom pod wpływem sił demonicznych udziela się, jak chce kodeks prawa kanonicznego, księżom odznaczającym się „pobożnością, wiedzą, roztropnością i nieskazitelnością życia”. W polskim Kościele jest ich 85. Polska zajmuje pod tym względem drugie miejsce po Włoszech.

W połowie lipca ubiegłego roku na Jasnej Górze odbyła się Europejska Konferencja Posługi Uwolnienia. W spotkaniu uczestniczyło prawie trzysta osób, duchownych i świeckich. Byli wśród nich m.in. biskup Leonard Maksymilian Dubrawski z Kamieńca Podolskiego na Ukrainie oraz o. dr Rufus Pereira z Mumbaju, przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia Posługi Uwolnienia. Dotąd europejscy egzorcyści i ich współpracownicy spotykali się na przemian w Niemczech i we Włoszech. Aleksander Posacki, jezuita demonolog, przekonywał, że na początku XXI wieku szczególnie zagrożeni są młodzi ludzie, którzy uzależniają się od okultystycznych praktyk. Kilka miesięcy później Polskę obiegła informacja o powstającym pod Szczecinem ośrodku dla zmagających się ze złymi mocami. Zdania na temat obecności szatana są podzielone. Po naszej środowej informacji o egzorcyście i strażniku, przez internet przeszła burza komentarzy. „Włosy stają dęba, mamy XXI wiek. A tu takie kwiatki!” grzmiał „Kleofas I”. „Jan” powołując się na słowa dekadenckiego poety Charles’a Baudelaire’a wpisał: „Największym sukcesem szatana jest wmówienie ludziom, że szatan nie istnieje”.

W archidiecezji łódzkiej działa 4 egzorcystów. Do księdza doktora Sławomira Sosnowskiego, wykładowcy liturgiki w Wyższym Seminarium Duchownym w Łodzi, przychodzi miesięcznie kilka młodych osób z prośbą o duchową pomoc. Trafiają głównie z konfesjonałów. Bardzo często potrzeba wielu spotkań, także połączonych ze spowiedzią i przyjęciem komunii. Wtedy, jak podkreśla ks. Sławomir Sosnowski, przepełniony lękiem mężczyzna, dręczona koszmarami kobieta, otwierają się na działanie Bożej łaski i uzyskują równowagę wewnętrzną.

 

Wierzą psychiatrzy i nauczyciele

Informacja o zamiarze przeprowadzenia egzorcyzmów nad zabójcą z Sieradza, którego motywów działania wciąż nie udało się ustalić, mniej dziwi, kiedy przypomnimy egzorcyzmy w szpitalu psychiatrycznym.

Ks. prałat Marian Piątkowski, zwany także naczelnym egzorcystą kraju, podkreśla, że bezradni wobec nieustępujących chorób psychiatrzy, coraz częściej proszę o pomoc egzorcystów. On sam został zaproszony już do kilku klinik psychiatrycznych.

W lipcu ubiegłego roku w łódzkim szpitalu psychiatrycznym na egzorcystę czekał trzydziestoletni pacjent, bo zawiodły elektrowstrząsy i leki. – To pierwszy taki przypadek w historii szpitala – podkreślił dr nauk medycznych Bartosz Gruszczyński, specjalista psychiatra. – Ale kiedy farmakoterapia nie przynosi skutku, czemu się sięgnąć po ostateczną instancję, która być może przyniesie skutek?

– Uzależnienia powodują ogromne spustoszenie w psychice, redukują życie duchowe do minimum – podkreśla Piotr Szubański, psychoterapeuta z Łodzi. – Dlatego współpracuję z księżmi. Duchowni pomagają w zniewolonym przez nałogi człowieku wskrzesić upadłą sferę ducha.

Współpraca kwitnie także w drugą stronę

– Niejednokrotnie w konfesjonałach doradzamy wizytę w gabinecie psychologa bądź psychiatry – dodaje ks. prałat Marian Piątkowski.

Profesor Simone Morabito, włoski psychiatra i socjolog religii, w książce „Psychiatra w piekle” pisze, że podczas pracy z pacjentami miał okazję zbadać setki przypadków opętania. Morabito podkreślił, że najcięższe przypadki to norma u osób dobrowolnie oddających się pod panowanie złego ducha – przez korzystanie z usług magów i jasnowidzów, uczestniczenie w seansach spirytystycznych, satanistycznych czarnych mszach lub słuchanie satanistycznej muzyki. Szatańskie wpływy w szkole najzupełniej serio potraktowali pedagodzy z Duszpasterstwa Nauczycieli i Wychowawców Archidiecezji Łódzkiej. Ponad stu łódzkich pedagogów z zapartym tchem słuchało wykładu archidiecezjalnego egzorcysty ks. Tomasza Owczarka pt. „Rozeznawanie duchów i egzorcyzmy w procesie wychowania”.

Egzorcysta wyczulił nauczycieli, że dzieci zranione przez los, na przykład wychowujące się w rodzinach alkoholików, mogą być bardzo podatne na pokusy szatana, dlatego dobrze, by „pedagodzy potrafili poznać przyczyny niepokojącego zachowania uczniów i prześladujące ich lęki”. Nauczyciele pilnie sporządzali notatki. Bożena Starościak, matematyczka z Gimnazjum nr 40 w Łodzi, zanotowała, że o zewnętrznych objawach opętania można mówić na przykład „gdy dziecko wyrzuca z siebie niezrozumiałe słowa w różnych językach albo dziwne ciągi cyfr”.

 

Jaki tam szatan

W Sieradzu mało kto chce pod nazwiskiem komentować zamiar egzorcyzmowania strażnika-zabójcy. Wdowy po zamordowanych policjantach nie chcą się wypowiadać. Wiele osób przypomina sobie natomiast to, co zawsze ich dziwiło w zachowaniu Damiana Ciołka.

– Diabli go wiedzą, on z nami nigdy nie trzymał, nawet na piwo nie chodził do baru „U Barana” – mówi jeden ze strażników więziennych. – To był dziwny człowiek. Odstawał od nas. Miał nawet przezwisko „Wirus”, bo nie przykładał się do roboty.

– Jakie tam zaburzenia – protestuje drugi strażnik. – Do końca nic nie odwalał. Dziwić mógł jedynie fakt, że zupełnie odizolował się od kolegów. Był takim sobkiem. Z nikim nie trzymał. Chodził swoimi ścieżkami. Nikt nic o nim nie wiedział. Miał swój świat.

Przed sądem Damian Ciołek zeznawał: – W areszcie głos kazał mi skoczyć z łóżka, zjeść papier toaletowy i napić się szamponu do włosów.

Nagrania z kamery przemysłowej wykazały, że podczas pobytu Damiana Ciołka w areszcie w Piotrkowie nic takiego się nie zdarzyło. Kiedy powiedziała mu o tym prokurator Krystyna Patora, odparł, że kamera kłamie.

Zabójca mówił też: – Nie wiem czy miałem spotkanie z Bogiem, czy z szatanem. Przed zdarzeniem chodziłem do kościoła. Rozmawiałem z Bogiem.

Marcin, brat Damiana, przed sieradzkim Sądem Okręgowym zeznał: – Widać było, że stawał się coraz bardziej zamknięty. Podczas wesela kuzynki, kiedy nazwał matkę czarownicą, wyglądał jakby był pod wpływem narkotyków. Jak mówił, wyglądało to tak, jakby miał usta zapchane gumą do żucia. Mówił innym głosem. Pytał, dlaczego jest leworęczny i czemu nie ma zarostu na twarzy.

Magdalena Hodak

Strony: 1 | 2 | Jedna strona